„Czasem truchtam, czasem pływam, czasem przebiegnę maraton…”

Z Leszkiem Naziemcem – pomysłodawcą i pierwszym organizatorem CYBORGA – Śląskiego Maratonu Noworoczonego (Cyborgiem również w codziennym życiu), rozmawiali przy herbacie jego obecni organizatorzy – Ewelina Puchała i Mateusz Banaś.

Bieganie jak zaczyn na ciasto, rosnące jak na drożdżach…

26 lat temu przebiegłem 1 maraton – maraton pokoju w Warszawie. Nie było wtedy tak wielu biegów jak dzisiaj. Nie było ich wcale. Zaczęliśmy jezdzić do Czech i Słowacji, gdzie było dużo biegów koleżeńskich. To były zawody bardzo proste. Ktoś przyniósł stolik, ktoś stoper, ktoś coś do picia, coś do jedzenia, ktoś wydawał dyplomy. Przychodziłeś, nic nie płaciłeś, wiedziałeś że będą opublikowane wyniki. Co było fajne – nie musiałeś się deklarować. Mogłeś sobie przebiec jedną pętlę, dwie itp. Wiele osób myślało że pójdzie przebiec jedno-dwa kółeczka, a kończyli maratonem. Później zaczęły się NICe – biegi koleżeńskie w Parku Śląskim. Sami zaczęliśmy się organizować, bo nie było gdzie biegać. Tak narodziła się też m in. Perła Paprocan w Tychach, i inne biegi, gdzie samemu się decyduje ile ma się ochotę przebiec. Z tego biegania narodził się też m.in. Silesia Marathon, ponieważ jego dyrektor Bohdan Witwicki również wywodził się z naszej grupy i zaczął myśleć o czymś poważniejszym, zorganizował pierwsze półmaratony i tak to ruszyło. Cieszyło mnie, że z naszej koleżeńskiej paczki wszystko zaczęło samo hulać, coraz więcej maniaków zaczęło się angażować i tworzyć ciekawe inicjatywy… Fajne są takie spontaniczne akcje, gdzie ludzie nie są zmuszani do czegoś. Tak samo w tym biegu, nie jesteś przymuszony dystansem.

– Jak to jest, że Leszek wymyślił Cyborga, kim jesteś, co robisz?

– Zacząłem jak Forrest Gump, biegać coraz więcej i więcej, bawić się tym, gdy miałem 15-lat. Pierwszy Maraton Pokoju, będąc bardzo młodym chłopcem, biegłem w trampkach, w których odpadała podeszwa. W tamtych czasach nie było łatwo o jakikolwiek sprzęt sportowy. Jestem fizjoterapeutą i psychologiem. Mocno wciągnęło mnie bieganie, byłem pod wpływem częstych wyjazdów do Czech i na Słowację. Tam nie liczyły się pozory, pompa i wielkie słowa. Tam liczyła się dobra atmosfera i to, żeby wszyscy się dobrze czuli. To mi się bardzo spodobało. Bardzo chciałem przełożyć te wzory na polskie podwórko i chyba to się udało. Sam przebiegłem już ponad 100 maratonów. Teraz tego samego próbuję z pływaniem. Podoba mi się pływanie w otwartych akwenach, częto uznawanych przez ludzi za „niepływalne” tzw. dzikie pływanie. To jest jeszcze inna forma wolności. Wyobraźcie sobie 200 osób, pływających zimą kilometr w jeziorze, w samych kąpielówkach i czepku. Ta wolność jest czymś wyjątkowym, bez żadnych ograniczeń. Udało mi się zorganizować kilka ciekawych wypraw jak np przepływ Bałtyku do Szwecji w sztafecie, w samych kapielówkach, czy rekordowy przepływ w Arktyce na Spitsbergenie ( 78 równoleżnik), 4 osoby przepłyneły po mili, oczywiscie w samych gaciach, w lodowatej wodzie. Obstawa musiała patrzeć, czy nie zbliża się polarny niedźwiedź. To może zryć beret!

– Skad wziął się pomysł Cyborga? Jak wyglądała 1 edycja?

– W Żilinie, na Słowacji były organizowane maratony towarzyskie. Zaczęliśmy od organizowania NICów, czyli naszych maratonów towarzyskich o nic. Ale za którymś razem, postanowiliśmy zrobić coś porządnego. 1 stycznia – ta data nam się bardzo spodobała. Chcieliśmy wszyscy zostać Cyborgami, po całonocnej sylwestrowej zabawie. Byliśmy bardzo podekscytowani, bo robiliśmy to zupełnie amatorsko, a na 1 edycji zjawiło się prawie sto osób. W czasach, kiedy informacje rozchodziły się o wiele wolniej i trudniej niż obecnie. Co ciekawe, trasa pozostaje w prawie niezmienionej formie. Zmianie ulegaja jedynie miejsca startu/mety. Bardzo mi się podobała atmosfera w Parku Śląskim, ten wyjątkowy zimowy klimat. Pomiar czasu odbywał się stoperem, ale już wtedy postaraliśmy się o atrakcyjny medal. Mimo, że nie do końca rozumiem po co ludziom te medale. Co z nimi później robić? Liczy się bieg, lista wyników, atmosfera, spotkania z ludźmi, ściganie się… Na dłuższą metę to musi być dosyć męczące dla otoczenia, bycie takim jednowymiarowym i żyć tylko bieganiem, bieganiem, bieganiem, ze ścianą zawaloną blachą (medalami)… ;). Uważajmy na to!

Oprócz tego bardzo mi się spodobało to koleżeńskie podejście ludzi, którzy potrafili się sami zorganizować i pracować jak w japońskiej fabryce, gdzie każdy umiał odnaleźć swoje miejsce i wspólnie pracować dla dobra biegu. Organizator mógł być jednocześnie uczestnikiem, a inni ludzie spontanicznie pomagali w tworzeniu tego wyjątkowego przedsięwzięcia, zjawiska. Niczym w pieczeniu ciasta. Wystarczyło zrobić zaczyn i koleżeńskie wydarzenie rosło jak na drożdżach angażując kolejnych ludzi. Bardzo mnie cieszy, że bieganie tak mocno się rozrosło i żyje swoim życiem. Z czasów zupełnie niszowych i szalonych, kiedy dziwnie ubrany biegacz był niemal wytykany palcami, do stanu, który jest teraz, kiedy biega chyba ze 20% Polaków…

– Jak zmienił się świat biegania od 1 edycji? Czy cieszysz się z tych zmian?

Polska biega. Dawniej Polska nie biegała. Nie ma już komentarzy „czy jestem normalny?”. Dawniej był tylko jeden Pan Nowak biegający po osiedlu, uważany za niegroźnego, lokalnego dziwaka i to wszystko. Obecnie bieganie jest wszędzie, są reklamy w telewizji, stało się to modne. O wiele łatwiej mają też biegające kobiety. Trzeba się z tego cieszyć.

– Co decyduje o popularności Cyborga?

– Data jest bardzo dobra. Okres świąteczny to czas zabawowy. Ludzie sobie przekazują informacje, dobrze się bawią, snują plany noworoczne. Czasem zakładają się w stylu „Ja nie przebiegnę? Potrzymaj mi piwo”. W początkach Cyborga międzynarodowe federacje zgłaszały się z zapytaniami o wyniki, bo był to pierwszy maraton na świecie w danym roku. Obecnie jest prawdopodobnie drugim, po maratonie w Zurichu, startującym o północy. Oprócz maratonu zabawy sylwestrowej można zrobić maraton biegowy i wyrobić te 200% normy.

– Jak będzie wyglądało bieganie za 10 lat?

 Trzeba patrzeć na to co jest na Zachodzie, oni zwykle są przed nami, o te kilka lat. Prawdopodobnie będziemy szli w stronę biegania charytatywnego (tak jak Wy organizujecie). Ludzie będą coraz chętniej pomagali, by pokazywać, że robią coś dobrego i być z tego dumnymi. Oprócz tego coraz popularniejsze robi się bieganie w przebraniach. To też będzie się rozwijało. Samo bieganie jest tak pierwotną aktywnością, że cały czas będzie znajdowało swoich zwolenników. Będą modne różne formy wielobojowe tj. crossfit, biegi przeszkodowe, triathlony itp., które są tak naprawdę powrotem do przedwojennych wielobojowych form atletyki. Ale zawsze tak, czy inaczej, bieganie będzie podstawą.

– Czy widzisz jakieś zagrożenia dla biegania?

– Myślę, że predyspozycje człowieka do biegania sprawiają, że człowiek będzie coraz chętniej sięgał po ten wysiłek. Już nie tylko, tak jak kiedyś, kiedy trzeba było polować. Ludzie są coraz bardziej świadomi. Oprócz potrzeby dbania o formę fizyczną, potrzebują też czasu dla siebie aby przemyśleć pewne sprawy, rozwiązać w głowie swoje problemy, odpocząć psychicznie. Obmyslić plan. Zagrożenia nie widzę.

– Jakie są Twoje plany i marzenia sportowe?

– Chciałbym popływać na Antarktydzie. Oprócz tego może przygodowe pokonanie Alaski – pływanie, bieganie, kajak… Dalsze propagowanie dzikiego pływania, pływania zimowego, maratonów pływackich. Oczywiście maratonów biegowych też nie porzucam, cały czas gdzieś są obecne w moim życiu, chociaż w mniejszej częstotliwości niż kiedyś. Maraton cały czas jest częścią mojego życia. Akurat teraz w wolnych chwilach przepływam na raty całą długość Wisły, ale o maratonie nie zapominam. Postaram się wpaść 1 stycznia (śmiech).

– Czyli jesteś takim prawdziwym Cyborgiem również w codziennym życiu.

– No nie przesadzajmy (śmiech). Trochę biegam, trochę pływam… Najwięcej przebiegłem 24 maratony w roku…

– Czemu Cyborg? Kim jest Cyborg? Czemu nie Rambo, Terminator, Rocky?

– Bo Rocky był zawsze za miękki ( śmiech). Z tego się to wzięło, że ktoś mówił, że nie da rady bo jest impreza, bo „nie jest Cyborgiem”. Dlatego właśnie każdy może sprawdzić czy nim jest. Każdy może nim być. Można sprawdzić, czy da się doładować baterie i ruszyć dalej.

 Czego życzyć Tobie i czego życzysz biegaczom w 2018 roku?

– Życzę biegaczom, żeby w momencie kryzysu myśleli, że są Cyborgami. Żeby wyłączyli mózg, myśleli, że są niezniszczalni, gnali do mety, nie poddawali się. Żeby mieli siłę i potrafili wykorzystywać swoje możliwości. Wiary w siebie. W to, że można, jeśli trzeba, być tym Cyborgiem. Jak matka trojaczków.

– Sobie życzę, żeby udało mi się z rozwojem naturalnego pływania. Żeby ludzie pływali coraz więcej, nie bali się otwartych akwenów, uczyli się pływać, umieli pływać. O bieganie się nie martwię. Żeby zarówno rodzice jak i dzieci, korzystali z usług instruktorów, którzy nauczą ich pływać. Mniej leżenia za parawanem i grania w piłkę na plaży, więcej pływania. Często też panują mylne stereotypy o brudnej wodzie, wirach, niebezpieczeństwach. Tak jak stereotypy o zniszczonych stawach biegaczy. Umiemy biegać, a możemy być jeszcze sprawniejsi i bezpieczniejsi umiejąc pływać.

– Który Cyborg jest silniejszy? Biegowy, czy pływacki?

– Najmocniejsza jest zew przyrody, w której te sporty można uprawiać. Ich prostota i dostępność dla każdego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *